Iran – czy dobry na freeride, na narty czy snowboard?

Teheran, siódma rano, lądujemy, a po chwili, uśmiechem szerokim jak kawałek arbuza, wita nas Mahyar – nasz irański przewodnik górski. Radzi nam, żeby jeszcze na lotnisku wymienić pieniądze. Idziemy więc za jego radą, rozglądając się za kantorem. On jednak nas zatrzymuje – ale to nie tak – mówi, zabiera nasze Ojro, bierze pustą reklamówkę i znika. Po chwili widzimy, że prowadzi żywe negocjacje, z wynurzonym nie wiadomo skąd gościem. Po chwili wraca z pełną siatką irańskich Riali. Jak się później okazuje, waluta Iranu, przez dużą inflację, zamieniła się nieformalnie z Riali na Tomany, gdzie jeden Toman to 1000 Riali, a Irańczycy posługują się już głównie Tomanami.

Teheran nie należy do najprzyjemniejszych miast Świata, ale przejeżdżając przez główne arterie, widać już majaczące w oddali górskie szczyty. W Iranie są dwa główne pasma górskie – Alborz, na północ od Tehenaru, w które właśnie się udajemy oraz Zagros, na południu kraju, bardziej dzikie i niedostępne, w których jedyną możliwością przemieszczania się zimą, są skitury.

Nasza droga prowadzi do Dizin, największego ośrodka narciarskiego w Iranie, zbudowanego za czasów Szacha Rezy Pahlaviego, przez inżynierów francuskich. Po około trzech godzinach przyjeżdżamy na miejsce, a naszym oczom ukazują się wyciągi resortu Dizin – dwie gondole oraz kilka krzeseł i orczyków.

Śpiąc w hotelu przy dolnej stacji gondoli, mamy idealne warunki na rozjeżdżanie irańskich puchów. W Iranie jazda poza trasą nie jest jeszcze zbyt popularna, dlatego z pomocą naszego górskiego przewodnika oraz francuskich wyciągów, uprawiamy pierwszorzędny freeride na nartach i snowboardzie. Gdy nadchodzi ten moment, że już rozjeździliśmy łatwo dostępne z wyciągów tereny, Mahyar zaskakuje nas bonusem w postaci zjazdów po drugiej, dzikiej stronie góry, gdzie na dole czeka na nas jego kolega i zawozi samochodem z powrotem pod górna stację gondoli. Genialne!

Będąc na nartach w irańskich górach Alborz, warto odwiedzić dwa pozostałe, mniejsze od Dizin resorty Shemshak i Darbandsar. Jakie było nasze zaskoczenie, gdy przewodnik zaproponował, że przejedziemy z Dizin do Darbandsar na nartach! Samochodem to aż 150km naokoło masywu, ale w linii prostej to tylko 10km. Tak też zrobiliśmy, a nasz bagaż pojechał busem naokoło.

Wystartowaliśmy z górnej stacji gondoli w Dizin, czyli z wysokości 3800m n.p.m. co zaowocowało  zjazdem o deniwelacji ponad 2000m! Ten freeride zajął nam prawie dwie godziny, a po drodze mijaliśmy majestatyczne widoki na góry Alborz, szczeliny lodowe i ciekawe żleby. Tak dojechawszy do Darbandsar, zaliczyliśmy najdłuższy zjazd sezonu!

Darbandsar i Shemshak to dwa mniejsze resorty położone na przeciwległych zboczach gór jednej doliny. My zamieszkaliśmy w Hotelu Shemshak, który zgodnie z francuską szkołą budowania resortów zimowych, leży dosłownie na stoku. Szybka kawa po śniadaniu i wpinamy się w narty przy samym wyjściu. Dzisiaj, oprócz latania bokami stoków, czeka nas czterogodzinna tura na pobliski szczyt Abak. Podejście zaczyna się na górnej stacji krzesełka, a kończy na szczycie mierzącym około 3500m n.p.m. Po drodze zastaliśmy kilka różnych warunków pogodowych, a na sam szczyt zaciekle nie chciał nas wpuścić silny wiatr, który na szczęście na wierzchołku całkiem odpuścił. Zjazd natomiast był bajeczny, po szerokim naturalnym stoku o idealnym nachyleniu, w miękkim, lekko ubitym puchu – cóż za rozkosz!

  • Share:

Napisz komentarz